Felietoniści
Dzieje felietonistyki w Polsce są dość długie. Nie będę rozpisywał się jednak o historii, wybieram współczesność. Dla mnie wzorem godnym naśladowania był Stefan Kisielewski, przesławny Kisiel. Jego wspaniały pełny aluzji i satyry, a zarazem odważny język, doprowadzał do szału władze PRL. Niestety, mało komu dane było czytywać na bieżąco Jego felietony. Ukazywały się Tygodniku Powszechnym, piśmie zupełnie odmiennym od dzisiejszego, którego nakład był niesłychanie ograniczany przez ówczesną panującą PZPR.
Dla przypomnienia – dzisiejsi “obrońcy demokracji”: Millery, Kwaśniewscy, byli wówczas wśród hamulcowych, przydzielających papier (tak, tak, wówczas papier do druku był na przydział z rodzielnika PZPR). Kisiel zwalczany był za niezależność i za odwagę w głoszeniu w felietonach swoich poglądów. Wśród obecnie piszących można wymienić Michalkiwiecza, również zwalczanego, wprawdzie nie przez władzę, ale przez “elyty” Michnigentów, którzy również boją się prawdy, uważając, że mają monopol na przekazywanie wygodnych dla nich informacji i jej komentowanie. A że sami mają ciężki dowcip, godny fornala, tym bardziej zwalczają kogoś mającego lekkie pióro. Jednak obecnie nie można zabrać papieru, walczy się innymi metodami. Najlepsze to nazwanie kogoś antysemitą. Nie ważne czy ma to jakikolwiek związek z rzeczywistością, “aftorytety” przylepią łatkę niewygodnemu publicyście, a tłuszcza ma wierzyć. Ciężko będzie z moim następnym kandydatem na podium, Bronisławem Wildsteinem. Jak mu dowalić miano antysemity? Uff, bardzo
ciężki orzech do zgryzienia mają aparatczycy z Wyborczej, jak zdyskredytować tego świetnego felietonistę i dziennikarza. Żadnych haków na niego nie mają. Jak więc widać felietoniści zwalczani są zazwyczaj przez układy. Zostawię czytelnika z tym terminem – sam będzie wiedział jak rozwinąć to słowo.